Wszyscy doskonale wiemy, że najlepsze reklamy, to te które oddziałują na emocje. A im silniejsze są to emocje, tym reklama efektywniejsza, bo zostaje zapamiętana. A gdyby tak zamiast opowiadać o tym, jak cudownie poczujemy się po kremowaniu ciała nowym balsamem, wystraszymy klienta prawie na śmierć?
Czy wystraszenie potencjalnego
klienta może przynieść firmie wymierne korzyści? Najwyraźniej tak, gdyż reklama typu Prank advertising w 2013 była jedną z najciekawszych wykorzystywanych technik marketingu. Ale w zasadzie o co chodzi?
Prank advertising opiera się na zorganizowaniu akcji, w której niczego niespodziewający się
uczestnicy zostają zaangażowani w wywołującą silne emocje
sytuację. Dlaczego ma to być świetną reklamą? Odpowiedź jest prosta. Dzięki Internetowi, a nawet newsom telewizyjnym błyskawicznie rozchodzi się wieść o tak niewiarygodnym wydarzeniu, jakie spotkało dane osoby. Wszystko to zostaje uwiecznione na obrazie filmowym, a że ma to charakter humorystyczny i ekscytuje, to wszyscy chętnie podsyłają sobie krótkie filmiki z "wkręconymi" w nietypową sytuację ludźmi.
Na tę kosztowną formę promocji zdecydowało się sporo zagranicznych firm, i to z sukcesem. Doskonałym przykładem była akcja promująca remake horroru "Carrie".
W jednej z kawiarni klienci są świadkami jak podirytowana kobieta ujawnia swoje nadnaturalne umiejętności, wprawiając tym samym pozostałych klientów w prawdziwe osłupienie. Z kolei marka LG postanowiła przeprowadzić przerażające rozmowy kwalifikacyjne, prezentując przy okazji swój nowy produkt.
Czy
prank advertising stanie się inspiracją do sięgania po nietypowe, silnie oddziałujące reklamy? Oby!
Bo czy nie byłoby cudownie czekać aż program telewizyjny zostanie przerwany przez zabawną, ciekawą, lub inspirującą reklamę, zamiast wychodzić z pomieszczenia, by przeczekać czas ich emisji?









